|
Zobacz galerię zdjęć...
Carlos Sainz , Colin McRae czy też Richard Burns to legendarni mistrzowie WRC (World Rally Championship, Rajdowe Mistrzostwa Świata) rozpoznawani poprzez miłośników tego sportu na całym świecie.
Jak wiadomo World Rally Championship to mistrzostwa specjalnie przygotowanych samochodów fabrycznych na trasach rajdowych całego świata organizowane przez Fédération Internationale de l'Automobile
(FIA). Początki WRC sięgają 1973 roku, a tytuł mistrza jest
przyznawany osobno kierowcy jak i fabryce pojazdów biorących
udział. Większość państw na świecie organizuje mistrzostwa
krajowe, które dla wielu zawodników są etapem przejściowym do WRC.
Sport ten cieszy się wielką popularnością na starym kontynencie,
aczkolwiek w ostatnich latach przechodzi odrodzenie właśnie w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej. Czy również tu wyłonią się
kierowcy na poziomie mistrzów WRC?
W czołówce walczącej o mistrzostwo Ameryki (Rally America)
dominują Andrew Pinker, Travis Pastrana oraz Ken Block. Dzięki
swoim osiągnięciom Block i Pastrana w marcu 2007 roku debiutowali
w rajdzie WRC w Meksyku reprezentując Subaru Rally Team USA w samochodach Subaru Impreza WRX STI grupy N.
W maju Pastrana również w tej samej grupie wystąpił w rajdzie WRC w
Argentynie, a Block stoczyl wyścig w sierpniowym rajdzie WRC w Nowej
Zelandii.
Pomimo tak napiętego grafiku specjalnie dla magazynu Top, Ken zgodził się na udzielenie obszernego wywiadu zarówno na temat kariery zawodowej jak również życia prywatnego.
Ken,
obecnie na arenie sportów extremalnych kojarzysz się z rajdami
samochodowymi. Biorąc pod uwagę Twoje poprzednie doświadczenie z
deskorolką, motokrosem oraz snowbordem, czy możesz opowiedzieć troszkę
o swojej przeszłości. Jak i kiedy Twoja przygoda ze sportami
ekstremalnymi się rozpoczęła?
Wszystko się zaczęło w późnych latach siedemdziesiątych. Wraz z rodziną mieszkaliśmy w Palm Beach
w Kalifornii. Jak na Kalifornijczyka przystało, właśnie wtedy
otrzymałem od starszego brata deskorolkę. Kiedy już
bardziej zapoznałem się z tym sportem, a w późniejszym wieku z jazdą na
motokrosie oraz na desce snowbordowej, sporty drużynowe, które
towarzyszyły mi podczas dzieciństwa, stały się dla mnie
przeszłością. W sportach ekstremalnych, sukces, jaki osiągałem,
zależał tylko od mojego własnego wysiłku, co bardzo mnie motywowało.
Tak więc, dorastając, jeździłem na deskorolce, a następnie, mając 14
lat, po raz pierwszy zacząłem uprawiać motokros. W wieku lat 19
spróbowałem uprawiać snowboard. Jak do tej pory, poza rajdami
samochodowymi, które obecnie są dla mnie priorytetową dyscypliną, nadal
powracam do motoru czy też snowboardu. Jednak nie mogę sobie za wiele
pozwolić, ponieważ jest o wiele łatwiej o kontuzję na motorze lub na
desce, co uniemożliwiłoby mi udział w wyścigach, a jak przed chwilą
wspomniałem, rajdy są dla mnie najważniejsze.
Jesteś założycielem firmy DC Shoes, która specjalizuje się w
produkcji obuwia oraz odzieży właśnie do sportów ekstremalnych
snowboard, motokros, bmx, a nawet ostatnio obuwia rajdowego. W
jakim wieku byłeś, kiedy Ty oraz Twój partner - Damon Way, założyliście
firmę? Co spowodowało że pojałeś się takiego kroku?
Mieliśmy po około 25 lat, kiedy DC Shoes rozpoczęło swoją
działalność. Damon i ja poznaliśmy się w koledżu na lekcji
algebry. Moim kierunkiem zawodowym w tym czasie był kierunek
artysty grafika i interesowało mnie projektowanie ubrań. W
związku z moimi zainteresowaniami postanowiłem otworzyć własną
firmę. Był rok 1991, kiedy powstało Eightball, a następnie kilka lat później, bo w 1994 przeistoczyło się w DC Shoes.
Poprosiłem Damona o współpracę, zgodził się i tak to się
zaczęło. Jako wspólnicy chcieliśmy zobaczyć, jak daleko zajdziemy
jako projektanci oraz producenci appearal. Jak na
amatorów to szło nam bardzo dobrze. W ciągu trzech lat zdobyliśmy
dużą renomę. Produkowaliśmy marki takie jak Droors Clothing, skąd późniejsza nazwa DC czy też w 1994 wpadliśmy na pomysł DC Shoes.
Po prostu oprócz appearal zaczęliśmy projektować również buty do
sportów ekstremalnych i tak już zostało. Jednak w biznesie bywa
różnie. Dziś, mimo to że nie jesteśmy prawowitymi właścicielami DC Shoes, ponieważ z powodów finansowych postanowiliśmy sprzedać firmę Quick Silver, mamy tu mnóstwo udziałów i w dalszym ciągu działamy w firmie jako współzałożyciele i dyrektorzy DC.
Ken, liczby 43 oraz 07 dawniej zdobiły niektóre z projektowanych
ubrań, a obecnie 43 jest numerem Twojej rajdówki. Co oznaczają te
liczby?
Liczba 43 pochodzi od Droors Clothing. Inicjały Droors Clothing to DC, gdzie D to czwarta litera alfabetu, a C 94 to trzecia. Tak więc DC
to również 43. Używaliśmy 43, ponieważ większość naszych ubrań
była oraz nadal ma charakter sportowy. Ciekawostką jest również
to, iż 43 towarzyszyło mi jeszcze przed Droors Clothing. Używałem 43, aby oznakować moje motory a obecnie samochody. Zupełnie przypadkowo się złożyło, że Droors Clothing oraz DC odzwierciedlają tę liczbę.
Aaron Meza z magazynu Skateboarder pewnego razu stwierdził:
„Ken Block miał złoty ząb, zanim był jeszcze bogaty. Obecnie jest
bogaty i złotego zęba już nie ma.” Ken, jaka ciekawa historyjka
kryje się za tym złotym zębem?
Jeszcze podczas gdy firma była u początków rozwoju, a pracownicy
sami swoi, w hurtowni naszej firmy mieliśmy umieszczony kosz do grania
w koszykówkę, gdzie w wolnych chwilach po prostu graliśmy.
Pewnego dnia, grając z jednym z pracujących w firmie grafików uległem
kontuzji. Łokciem wybito mi ząb. Dla odmiany postanowiłem,
że zamiast zwykłej protezy zamówię sobie złotą. I tak właśnie się
stało. Nosiłem ten ząb przez wiele lat, a że był to jeden z moich
zębów przednich, z czasem stał się on nie do zniesienia. Nie mam
już go, został zastąpiony białym. Muszę stwierdzić, że nudzi mnie
życie, w którym się mało dzieje, stąd moje pomysły. W tamtym
czasie moim pomysłem był złoty ząb.
2005 rok był Twoim pierwszym rokiem rajdów. Co przyciągnęło Cię do tego sportu. Jakie miałeś wtedy wrażenia?
Co mnie zachęciło? Od małego dziecka byłem fanem
automotosport, jednak przyznam szczerze, że nudziło mnie oglądanie
amerykańskich wyścigów jazdy w jedym kierunku, lub w kółko. Rally odkryłem w latach osiemdziesiątych, a wtedy to w telewizji zaczeto wyświetlać wyścigi samochodów grupy B oraz wyścigi samochodów Pegot oraz Audi.
Ich styl jazdy bardzo mi zaimponował i kiedy tylko miałem dostęp do
kluczyków od samochodu moich rodziców, sam próbowałam naśladować to co
widziałem w telewizji. Przez dwadzieścia lat mojej młodości nawet nie
miałem pojęcia, że rajdy samochodowe istniały w Stanach Zjednoczonych.
Zorientowałem się dopiero, gdy w 2004 roku Travis Pastrana, z którym w
tym samym czasie podpisalismy kontrakt jako producenci jego sportowego
obuwia, po raz pierwszy wziął udział w tychże zawodach. Zrozumiałem, że
jest to osiagalne też w Ameryce, tak wiec i ja postanowiłem
spróbować. Zadzwoniłem do Vermont Sports Cars, przedstawiłam się i powiedziałem, że od dziecka fascynowała mnie jazda rally i że chciałbym się zmierzyć z jednym z top sportowców, których sponsoruje DC Shouse – Travisem Pastrana. Z Vermont Sports Cars wysłano mnie do szkoły nauki jazdy samochodami rajdowymi Jima O’Niela w New Hamphire.
Po ukończeniu szkoły odbyłem jeszcze kilka innych dodatkowych kursów,
co przygotowało mnie do mojego pierwszego występu w Narodowych
Rajdach Ameryki w Styczniu 2005. W tym czasie nie miałem jeszcze
pojęcia czy będę w tym dobry, czy nie. Mój pierwszy rajd Sno* Drift ukończyłem jako siódmy. Jak na pierwszy raz, myślę że był to bardzo dobry wynik.
Wkrótce po sezonie 2005 nadano Ci tytuł Rally America’s Rookie of
the Year, a Twoje umiejętności rozwinęły się do takiego poziomu, ze
Subaru Rally Team USA podpisało z Tobą kontrakt. Następnie był
brązowy medal na X Games 12 oraz drugie miejsce w Rajdowych
Mistrzostwach Ameryki. Są to wspaniałe osiągnięcia, które udało
Ci się zdobyć w przeciągu dwóch lat. Co możesz wyrazic na temat
tak szybkiego sukcesu?
Jestem bardzo zadowolony. Przyznam, iż po pierwszym roku
doszedłem do wniosku, że nie jestem takim złym kierowcą i jednocześnie,
że sport ten to niekończący się proces nauczania. Co wyscig uczę
się czegoś nowego: czy to od bardziej doświadczonych kierowców, czy też
sam kierując samochodem. Pierwszy sezon umiescił mnie posród
najlepszych. Aby utrzymac taką renome staram się stawiać sobie coraz to
wyższe poprzeczki przy czym zdobywać coraz to lepsze wyniki oraz dalsze
sukcesy.
W 2006 roku rajdy po raz pierwszy ukazały się na X Games.
Wtedy właśnie zdobyłeś trzecie miejsce w klasyfikacji rajdowej.
Jak wspominasz to wydarzenie, biorąc pod uwagę, że dotarłeś na metę
zaledwie ułamek sekundy później za byłym mistrzem WRC Colinem
McCrea. Jakie to było uczucie rywalizować z kimś takim jak on?
X Games 12 były dla mnie wspaniałym przeżyciem. Był to
pierwszy raz, kiedy rajdy samochodowe w Ameryce ukazały się na tak
wielką skalę i były częścią spotkania zaliczanego do największych na
świecie. Aby stworzyć pokaz rajdowy godny X Games,
przedstawiciele Rally America wydali z siebie mnostwo energii. Opłaciło
sie! Pokaz obejrzały miliony widzów. Jeśli chodzi o sam wyścig, to
sądzę, iż był jednym z trudniejszych. Był bardzo krótki i
zwięzły, niczym sprint. Jeden błąd i z trzeciego miejsca można było
spaść na szóste. Stresująco, ale jednocześnie mnóstwo
zabawy. Trzeciego dnia, przed ukończeniem ostatniego etapu, byłem
na trzeciej pozycji. Czułem się jak na krawędzi. Mogłem się
utrzymać, lub wszystko stracić. Jeszcze w życiu nie byłem w tak
stresującej sytuacji. Ale udało się. Utrzymałem się na
trzecim miejscu. Hmm... Colin McCrea, cóż mogę powiedzieć, po
prostu brak słów. Od dwudziestu lat wiedziałem kim on był, a to,
że mogłem go poznać oraz brać udział w wyścigu z legenda był to dla
mnie wielki zaszczyt. Pamiętam, niczym wczoraj kiedy w pierwszy
dniu zawodów podszedłem do niego, aby mu podziękować za
przybycie. Od tego momentu już byliśmy na Ty. Do końca
życia nie zapomnę tej chwili. Poznałem Colina, a do tego ścigałem się z
nim, z zawodnikiem z którego przez tyle lat mogłem jedynie brać
przykład. Sam Colin był bardzo zadowolony z uczestnictwa oraz z
rywali. Było to niesamowite przeżycie, które zawsze zostanie w mojej
pamięci. Tragiczna śmierć Colina we wrześniu 2007, w wypadku
helikoptera, pozostawiła po nim jedynie wspomnienia. Pokój jego
duszy.
W marcu tego roku za kierownicami Subaru Imprezy WRC Grupy N, Ty
wraz z Travisem Pastrana zadebiutowaliście w Mistrzostwach Świata w
Meksyku reprezentując Subaru Rally Team USA. Jakie masz wrażenia
z tego spotkania. Jaka była jazda Grupa N w Corona w porównaniu
do jazdy Grupy Open, którą trenujesz na co dzień.
Mistrzostwa Świata w Meksyku w maju 2007 były kolejnym wyjątkowym
wydarzeniem w mojej karierze rally. Sama wiadomość, że razem z Trawisem
będziemy dopuszczeni do WRC wywołała wiele radości
. Osobiście, nie poszło mi najlepiej, jednak fakt że mogłem wziąć
udział w światowych zawodach przyniósł mi wiele satysfakcji i
zadowolenia. Dotarłem do mety, na co w ogóle nie liczyłem.
Ukończyłem rajdjako 27. Spotkanie to potraktowałem jako
sposób na zdobywanie dodatkowej wiedzy oraz doświadczenia. Jeśli
miałbym porównać samochód Grupy N, który prowadziłem w Meksyku, do Grupy Open którym jeżdżę w Stanach, to powiedziałbym, że reprezentują dwa odrębne style jazdy. Samochód Grupy Open ma od 30 do 40 więcej koni mechanicznych niż samochód Grupy N oraz jest od niego lżejszy. Przyznam, że jest mi trudnej zasiadać za kierownica samochodów Grupy N i zajmuje mi to długość trzech odcinków aby wpaść w rytm jazdy. Myślę, że wole jazdę samochodem o wiekszej sile, czyli Grupa Open.
Sprawia mi to wieksza satysfakcję, dostarcza lepszej zabawy.
Jednak aby móc osiągnąć sukces na skale międzynarodowa, istotne, a na
nawet obowiązkowe jest opanowanie jazdy samochodem Grupy N, dlatego też podejmuje się różnych wyjazdów, aby trenować ten styl jazdy.
W maju był Twój kolejny występ poza Stanami. Było to
Whangarei Rally w Nowej Zelandii. W jednej ze swoich wypowiedzi
stwierdziłeś, że trochę czasu zajęło Ci przystosowanie się do
nawierzchni, a dużym problemem był szereg wzniesień, do których nie
jesteś przystosowany. Jakie były Twoje wrażenia już po ukończeniu tego
rajdu?
To prawda, jazda nie była łatwa. W porównaniu do tych w Stanach,
drogi w Nowej Zelandii są bardziej techniczne. Odcinki mają wiele
zakrętów o różnych stopniach trudności i wymagają dużej prędkości.
Jeden mały błąd może skończyć się tak zwanym „dzwonem.”
Miałem dwie opcje, jechać tak szybko jak umiem i być narażony na
niebezpieczeństwo, lub jechać wolniej, a dojechac w całości do
mety. Wybrałem to drugie, nie jechałem zbyt szybko i utraciłem
czas do zawodników znających te trasy, ale ukończyłem rajd w
całości. Zrozumiałem, że trzeba wiele umiejętności i
doświadczenia, aby móc opanować takie rodzaje dróg, w krótkim
czasie. Ponieważ nie mam tak częstej okazji trenować w takich
terenach, myślę, że zajmie mi to jeszcze sporo czasu, aby dojść do
wprawy. Wyjazdy takie jak ten kształtują i są jednym z kluczy do
sukcesu.
Ken, obecnie jeździsz w rajdach zawodowo. Czy możesz opowiedzieć,
jak przygotowujesz siebie oraz samochód przed każdym spotkaniem?
Hmmmm....Bardzo dobre pytanie. Istotne jest przygotowanie samego
siebie jak i pojazdu zanim nadejdzie czas wyruszyć w trasę. Na
codzień bardzo dużo ćwiczę, są to ćwiczenia cardio, jak również
ćwiczenia siłowe przygotowane dla kierowcy. Współpracuję również
z trenerem, który wymyśla coraz to nowsze sposoby na poprawienie mojej
kondycji. Trenuje koordynację jak i również wzrok. Do tego
dochodzi przygotowanie psychiczne. Sam wiele wyczytałem na temat
takigo przygotowania i staram sie dostosować do wskazań, ponieważ silna
psychika jest niezbędna w tym zawodzie. Zwracam również uwagę na
to, co jem oraz piję. Na przykład unikam konsumpcji alkoholu conajmniej
dwa tygodnie przed wyścigiem, unikam również spożywania cukrów, po
prostu spożywam pokarmy które jedynie wzmacniają mój stan
fizyczno-psychiczny, nie zaburzając go. W przeciągu ostatnich
dwóch lat, nie raz zdarzyło mi się, że nie wiedziałem jak jeszcze
lepiej mógłbym przygotować się fizycznie, lub psychicznie. Aby uniknąć
takich momentów, ciągle szukam nowych informacji w książkach,
Internecie, lub uzyskuje je od osób z większym doświadczeniem. W taki
sposób przygotowuję się ja sam. Co do samochodu
odpowiedzialna jest za niego załoga składająca się z mechaników z Subaru Rally Team.
Za ich pomoc bardzo im dziekuje, poniewaz choc jakbym byl dobrze
przygotowany fizycznym czy tez psychicznie nigdzie bym bez ich
pomocy nie wyjechał.
Czy w dalszym ciągu czujesz się zdenerwowany na mecie startu?
Tak, najbardziej denerwuję się przed pierwszym odcinkiem całego
rajdu. W mojej podświadomości istnieje ta wielka
niewiadoma. Nie umiem zadecydować czy powinienem rozpocząć rajd
wolniej i nadrobić później, czy też rzeczywiście dać z siebie wszystko
i już na samym początku utrzymywać się w dobrej pozycji aż do samego
końca. Jednak w momencie kiedy już wyruszę z mety startu, to
poczucie stresu odchodzi. Innym momentem kiedy się stresuję, to
gdy jestem blisko końca zaciętej walki, kiedy wiem, że muszę dać z
siebie co tylko mogę, a nawet wiecej. Jest to wtedy, gdy prędkość
jaką mam osiągnąć, musi być lepsza od poprzedniej. Czasem uczucie
to może przeistoczyć się w strach, który musze opanować, aby ukończyć
rajd.
Co robisz podczas przerw serwisowych?
Podczas przerw serwisowych, najczęściej staram się zrelaksować oraz
wraz z reszta drużyny podsumować, gdzie mi najlepiej poszło, co robię
poprawnie, a co powinienem ulepszyć, lub naprawić. Przerwa to
również czas na posiłek, kontemplacje oraz obranie strategii na dalszy
ciag wyścigu. Chcę, aby kolejny odcinek rajdu rozpocząć w pełni
sił oraz energii, aby móc w 100 procentach wykazać się najlepiej jak
tylko mogę.
Czy to prawda, ze Twoją ulubioną nawierzchnią jest żwir?
Tak, żwirowa nawierzchnia to moja ulubiona. Przy tym są różne
odmiany żwiru, które lubię mniej, lub bardziej. Te rodzaje to na
przyklad żwir gruby, taki jak na rajdzie w Oregon, lub też miękki, taki jak na 100 Acre Woods. Jednak po tegorocznym rajdzie w Nowej Zelandii uznałem, że tamtejszy żwir to jednak ten, który preferuje najbardziej.
Rajdy samochodowe wymagają współpracy począwszy od mechaników w
serwisie do współpracy kierowcy wraz z jego pilotem. Twoim
pilotem rajdowym jest Alissandro. Czy mógłbyś wypowiedzieć się na jego
temat?
Alex urodził się na Sycylli. W momencie kiedy miał tyle lat,
aby móc jeździć samochodem, podjął się pilotażu w rajdach
samochodowych. Robił to z przerwami przez 15 lat. Jestem
bardzo zadowolony, że mam kogoś takiego jak on i z doświadczeniem
takim, jakie on posiada, w prawym fotelu mojego samochodu. Założę
się, że gdybym zaczynał tą karierę z kimś na swoim poziomie, to
osiągnięcia czasowe, jakie mam obecnie nie byłyby możliwe. Jestem
bardzo wdzięczny, że mogę pracować z Alexem. Przez ten czas kiedy
jeździmy razem, Alex służył mi zawsze wielka pomocą w osiąganiu
sukcesu. Wiem, że bez niego nie byłoby to możliwe w tak krótkim
czasie.
W październiku 2006 udowodniłeś, że niemożliwe może być
możliwe. Dla programu Discovery Stunt Junkies w swoim
rajdowym samochodzie Munster Subaru Imprezie WRX STI
pokonałeś przepaść rozciągającą się ponad 100 stóp. Co spowodowało, że
podjąłeś się takiego wyczynu? O czym myślałeś będąc ponad tą
przepaścią? Czy bałeś się? 5 Czy Munster rajdówka była specjalnie zbudowana do tego programu?
Bedac młodszym, kiedy to tylko oglądałem rally w telewizji,
zachwycałem się różnymi sztuczkami wykonywanymi przez zawodników.
Największy zachwyt wzbudzało we mnie to, że zawodnicy ci potrafili
nawet skakać ich samochodami dokładnie tak, jak ja skakałem na
motokrosie, czy też snowboardzie. Teraz, kiedy już sam jestem
zawodnikiem podczas rajdów, miałem wiele okazji, aby podjąć się tego
wyczynu, jednak odległości, które pokonywałem w powietrzu nie
dorównywały moim oczekiwaniom. Byłem przekonany, że rajdówką można
pokonać dłuższe przeszkody. Kiedy nadarzyła się okazja
udowodnienia tego, podjąłem się tego zadania bez zastanowienia.
Wszystko obliczyłem co do ułamka oraz wymyśliłem całą strategię.
Moje doświadczenie się powiodło. Skok za pierwszym razem wyniósł
100 stop, natomiast skok końcowy 170.
Ken, na ogół jesteś ciągle zajęty. Jak to robisz, aby
połączyć swoje życie zawodowe z życiem prywatnym? Czy uważasz, że
jest to wyzwanie, zwłaszcza teraz, kiedy masz już żonę oraz małą
córeczkę Lie?
Prowadzę bardzo szybki tryb życia. Ciągle jestem zajęty oraz
zabiegany. Rajdy pochłaniają mi znaczną część mojego czasu, do
tego dochodzi firma no i oczywiscie żona oraz córeczka. Wolny
czas spędzam wraz z rodziną. Myśle że jestem szczęściarzem,
czasem nawet nie wiedząc jak to robię, udaje mi sie pogodzic życie
prywatne z życiem zawodowym. Myslę, że poprostu przez cieżką
praca i dobrą organizacje zostaje mi jeszcze czas dla siebie.
Kiedy tylko nie jestem w trasie poświęcam go żonie oraz córeczce.
Ciągle podróżujesz. Jest takie polskie powiedzenie: „Wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu,” gdzie jest Twój dom?
Myśle że mój dom jest tu w San Diego, w Kalifornii. Każdy mój
powrót do domu wiąże się ze spokojem, byciem z żoną oraz córeczką, jest
czasem relaksu. To tu toczy się moje proste życie, gdzie
mogę cieszyc sie otoczeniem, rozproszyc myśli, zregenerowac się przed
kolejna podróżą, kolejnym zawodowym wyzwaniem. Dom wiele dla mnie
znaczy, zwłaszcza teraz kiedy mam dwie kariery i wiele podróżuje.
Dom staje się miejscem na relaks oraz poswięcenie czasu rodzine.
Sezon rajdowy 2008 już się rozpoczął. Życzymy powodzenia!!
Rozmawiała
MAGDALENA KOŁODZIEJ
|